Strzały na groblach? Stawy Milickie chcą odstrzelić bobry, przyrodnicy: to nie rozwiąże problemu

Czy w rezerwacie przyrody „Stawy Milickie” znów padną strzały? Spółka, która gospodaruje na stawach, poprosiła urzędników o zgodę na odstrzał bobrów. Obrońcy zwierząt mówią stanowcze „nie” i przekonują, że groble można uratować inaczej.

Siedem rodzin na celowniku

Stawy Milickie S.A. złożyły w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu wniosek o zezwolenie na odstrzał redukcyjny bobra europejskiego. Początkowo spółka chciała zabijać 36 zwierząt rocznie, w tym 10 w granicach rezerwatu. Zezwolenie miałoby obowiązywać od 1 października 2026 r. do końca lutego 2030 r.

Po wezwaniu urzędu do uzupełnienia dokumentów wniosek zawężono. Dziś mowa o siedmiu rodzinach bobrowych, po jednej w siedmiu kompleksach stawowych. Przy założeniu, że rodzina to średnio cztery osobniki, daje to maksymalnie 28 zwierząt. Z dokumentów nie wynika, czy limit dotyczy jednego sezonu, czy całego okresu zezwolenia.

Odstrzał dotyczyłby kompleksów Jamnik, Ruda Sułowska i Potasznia, położonych w rezerwacie, oraz Staw Rudy, Sanie, Gądkowice i Bartniki poza nim. Strzelać mieliby pracownicy spółki z uprawnieniami myśliwskimi.

„Groble się zapadają”

Spółka tłumaczy, że bobry drążą nory i korytarze w groblach, co osłabia ich konstrukcję. Według wniosku grozi to przerwaniem grobli, utratą wody ze stawów i wysokimi kosztami napraw. Spółka zwraca uwagę, że groble zapadają się też pod pojazdami, co jej zdaniem zagraża pracownikom. Twierdzi, że dotychczasowe zabezpieczenia i naprawy nie wystarczają.

„Zabijanie niczego nie załatwia”

Stowarzyszenie „Nasz bóbr” argumentuje, że odstrzał może chwilowo usunąć zwierzęta z danego miejsca, ale nie likwiduje przyczyny konfliktu. Jeśli siedlisko jest atrakcyjne, pojawią się tam kolejne bobry. Organizacja proponuje wzmacnianie grobli, siatki przeciw podkopywaniu i monitoring najbardziej zagrożonych odcinków. Stowarzyszenie chce być stroną w postępowaniu.

Przeciwnicy odstrzału uważają, że problem będzie wracał co roku, jeśli nie rozwiąże się go systemowo, przez zabezpieczenia lub przesiedlanie zwierząt. Nie ustaliliśmy jeszcze, czy przesiedlenie jest tu możliwe.

Kto sprowadził bobry?

Z relacji dawnych pracowników Stawów Milickich wynika, że bobry pojawiły się w dolinie Baryczy około 40 lat temu. Do rzeki zostało wpuszczonych około 7 osobników przez pracowników poznańskiej uczelni przyrodniczej. Nie potwierdziliśmy tego w dokumentach. Jeśli to prawda, konflikt wziął się z działań człowieka.

Strzały obok turystów?

Według naszych informacji spółka co roku odstrzeliwuje też ptaki, w tym kormorany i czaple. Przewodnik turystyczny, który był świadkiem takiego odstrzału, relacjonuje, że strzelano z gminnej drogi na grobli między stawami, często odwiedzanej przez turystów. Jak mówi, droga nie była wtedy zamknięta. Nie oceniamy legalności tych działań. Pytamy o nie spółkę i sprawdzamy, jakie przepisy tu obowiązują.

Cisza po drugiej stronie

Zapytaliśmy RDOŚ m.in. o wcześniejsze zezwolenia na odstrzał bobrów w dolinie Baryczy, o wiedzę na temat ich introdukcji, o etap postępowania i termin decyzji. Odpowiedzi nie dostaliśmy. Stawy Milickie zapowiedziały, że odniosą się do sprawy później.

Sprawę śledzimy. O kolejnych ustaleniach poinformujemy, gdy tylko otrzymamy dodatkowe informacje z RDOŚ i od spółki Stawy Milickie.